close

  • Być wiernym Ojczyźnie mej, Rzeczypospolitej Polskiej

     

  • #2 POLACY W OBOZIE JENIECKIM I WOJNY ŚWIATOWEJ W PUY-EN-VELAY

  • Kwestia polskich jeńców wojennych we Francji pojawiła się już w pierwszych dniach I Wojny Światowej. Liczbę Polaków wcielonych do armii pruskiej i austriackiej w latach 1914-1918 szacuje się na 800 000. W większości pochodzili oni z Wielkopolski i Śląska, które od czasu zaborów w XVIII wieku pozostawały pod pruską okupacją. Mimo brutalnej polityki germanizacyjnej wdrożonej przez Bismarcka (którą zresztą żywo potępiało wielu Francuzów), poczucie przynależności narodowej Polaków pozostawało tam wciąż silne. Było ono równie żywe w Galicji, gdzie austryjacka okupacja była łagodniejsza i bardziej tolerancyjna.

     

    Francuscy dowódcy wojskowi zdawali sobie sprawę z faktu, że w szeregach nieprzyjacielskich armii wielu żołnierzy wcielonych prszypusowo do wrogich armii - Alzatczyków, Polaków czy Duńczyków – marzyło tylko o dezercji. Żeby ich do tego zachęcić, przygotowywano nawet specjalne akcje propagandowe. Zresztą, polskie tajne organizacje działające pod zaborami, jak np. „Sokół”, od początku działan wojennych,  wzywały otwarcie do dezercji.

     

    W 1915 roku rząd francuski uznał, że jeńcy–Polacy zasługują na osobne traktowanie. Zaczeto otwierać dla nich specjalne obozy. Zwrócono się także do emblematycznej postaci polskiej emigracji, Władysława Mickiewicza (syna znanego we Francji Adama Mickiewicza, zaprzyjaźnionego z wieloma wybitnymi Francuzami jak Jules Michelet czy  Edgard Quinet i którego działa powstały w dużej mierze we Francji). Warto pamiętąc, że Adam Mickiewicz zainaugurował w 1840 roku wykłady o literaturze słowiańskiej w słynnym Collège de France, co dało potem podstawy do utworzenia katedr i wydziałów slawistyki na francuskich uniwersytetach.

     

    Synowi naszego narodowego wieszcza owierzono specjalna misję, polegającą na odnalezieniu w obozach jenieckich wszystkich żołnierzy o polskich korzecniach. W towarzystwie swej córki Marii, Władysław Mickiewicz odwiedził ponad 250 obozów. Odkrył przy tym, że nie wszyscy spotkani tam Polacy opowiadali się jednoznacznie po stronie Francji, a wielu z nich nie potrafiło często wysławiać się po polsku. Znaczna większość z nich uważała się jednak za Polaków i gorąco pragnęła walczyć - w takiej czy innej armii - o przywrócenie niepodleglości swojej ojczyzny.

     

    Na początku wojny pomocą dla jeńców zajmowały się różne instytucje dobroczynne, utworzone z inicjatywy szlachetnych polskich arystokratek mieszkających we Francji. W Paryżu, z inicjatywy hrabiny Marii Zamoyskiej, powstał  Komitet  „Opieka Polska – Protection polonaise”, którego siedziba mieściła się w budynku Biblioteki Polskiej, pod numerem 6 przy Quai d’Orléans. W tym samym czasie inna polska hrabina, Jadwiga Kwilecka, przebywająca w Bordeaux (gdzie jej mąż był) czuwała nad tym, by w szpitalach dla rannych żołnierzy umieszczano przy łóżkach polskie chorągiewki, tak by odróżnić polskich jeńców od pozostałych. Zdarzało sie bowiem, że niektórzy żołnierze podawali się za Polaków bezpodstawnie: „Przekonaliśmy się wielokrotnie od początku wojny, że mnóstwo ludzi, których język, tradycje, obyczaje wskazują na to iż są kimkolwiek, tylko nie Polakami, odkrywało po raz pierwszy korzyści jakie mogliby czerpać podając się za takowych” – pisała hrabina Zamoyska w liście z 20 stycznia 1915 roku zaadresowanym do prefekta miasta Bordeaux.

     

    To dzięki takim działaniom władze francuskie zdały sobie sprawę z istnienia „problemu polskiego”. Skądinąd,w w tym samym czasie, jesienia 1914 roku,  w ramach Legii Cudzoziemskiej utworzono słynny regiment „Bajończyków”, którego dowódcą został   paryski architekt Max Doumic. Już w pierwszych dniach wojny ponad 2000 polskich ochotników stawiło się spontanicznie do biur rekrutacyjnych w wielu miastach Francji. „Bajończycy” zostali szybko wysłani na front. Wslawili się w bitwach nad Marną, w Szampanii i w regionie Artois. 9 maja 1915 roku większość z nich poległa w boju na polach Targette i Neuville Saint Vaast. W hołdzie ich pamięci wzniesiono tam w 1929 r. Memoriał, na którym wyryto w języku polskim słowa „ Za wolność waszą i naszą”.

     

    Pierwszy obóz dla jeńców – Polaków powstał dopiero w maju 1915 r. w miejscowości w Masywie Centralnym: Le Puy-en-Velay. Zainstalowany początkowo w budynkach dawnego sierocińca La Roche-Arnaud został następnie przeniesiony do budynków Kartuzji. Pozostanie zagadką to, czy odpowiedzialni za tę decyzję milei świadomosć, że w tym samym mieście, znacznie wcześniej, bo od 1832 roku, działał już inny obóz dla polskich żołnierzy. W archiwach Prefektury zachowały się świadectwa ich obecności i pomocy jaką otrzymywali od lokalnych władz w latach 1832-1847. Byli to żołnierze -uchodźcy z Powstania Listopadowego, którzy po jego upadku przedostali się do Francji. Skierowano ich początkowo do specjalnych obozów, m.in. w Besançon, Bourges i Awinionie. Aby przyjść im z pomocą i opieką, powstało wówczas w mieście Lyon, na wzór paryskiego komitetu zawiązanego z inicjatywy słynnego generała La Fayette, stowarzyszenie « Société du Bazar Polonais » (któremu poświęcimy jeden z nastęnych artykułów tego cyklu).

     

    Tak więc na wiosnę 1915 roku Polacy zaczęli przybywać do departamentu Haute-Loire. Wkrótce ich liczba przekroczyła 6000 osób, co doprowadzi do utworzenia drugiego obozu w mieście Montluçon, a następnie kolejnego w Vierzon. Polscy jeńcy cieszyli się pewną autonomią. Mieli prawo do tworzenia własnych stowarzyszeń, m.in. sokolich „gniazd” czy też Bratniej Pomocy. Zezwalano im również na organizowanie koncertów, ceremonii z okazji świąt narodowych i religijnych, jak również wykładów, spektakli i przedstawień teatralnych, a nawet zawodów sportowych. Mieli oni własną bibliotekę zawierającą kilka tysiący książek. Trzeba było jednak czekać do zmiany politycznej koniunktury (ambasador carskiej Rosji w Paryżu skutecznie torpedował wszelkie próby mówienia o niepodległości Polski czy o polskcih oddziałach wojskowych), by zezwolono na wydawanie własnego pisma w języku polskim.

     

    Od samego początku, więźniowie z Le Puy mogli liczyć na pomoc i wsparcie instutucji polonijnych w Stanach Zjednoczonych jaki i szwajcarskiego Komitetu Pomocy Ofiarom Wojny, któremu przewodniczył noblista Henryk Sienkiewicz czy polskich emigrantów różnych pokoleń mieszkających wówczas we Francji.Z czasem, zaintersowali się nimi także Francuzi, przyjaciele Polski i Polaków, których z miesiąca na miesiąc było coraz więcej (części z nich będą poświęcone kolejne teksty tego cyklu).

     

    Większość polskich żołnierzy przetrzymywanych w obozie w Le Puy zatrudniona była w okolicznych kopalniach i kamieniołomach. Niektórzy pracowali w okolicznych gospodarstwach rolnych a także w zakładach przemysłowych. Stosunki polskich więźniów z miejscową ludnością były w zasadzie poprawne, jakkolwiek mieszkańcy miasta Clermont-Ferrand, widząc polskich żołnierzy i myśląc, że wszyscy jeńcy wojenni muszą być Niemcami, dopuścili się aktów agresji. Dla uspokojenia nastrojów, władze miejskie postanowiły porozwieszać afisze wyjaśniające, że „polscy jeńcy sa przyjaciółmi Francji”.

     

    Niektórzy Francuzi, przyjaciele Polski, jak pisarz i tłumacz polskiej literatury Paul Cazin, starali się, w miarę moiżliwości, pomagać. Ranny w boju na początku wojny, Cazin był  zatrudniony od1916 roku w obozie w Le Puy w charakterze tłumacza. Z jego listów ktore wysyłał do wybitnych przedstawicieli Polonii w Paryżu można się dowiedzieć, że wielokrotnie stawał on w obronie polskich jeńców,  którzy bywali ofiarami agresji, niesprawiedliwości lub złego traktowania ze strony francuskich strażników i obozowych władz. Sam Władysław Mickiewicz musiał kilkakrotnie osobiście przyjeżdżać do Le Puy w celu uspokojenia sytuacji. Warunki życia jeńców uległy wyraźnej poprawie dopiero na początku 1918 roku.

     

    M.F. listopad 2017

    Drukuj Drukuj Podziel się treścią: