close

  • Być wiernym Ojczyźnie mej, Rzeczypospolitej Polskiej

     

  • #4 AMERYKAŃSKA MISJA POLSKIEGO GÓRNIKA STEFANA REJERA

  • 4 czerwca 1917 roku prezydent Republiki Francuskiej Raymond Poincaré podpisał dekret o tworzeniu we Francji „autonomicznej armii polskiej”. Była to decyzja odważna i zarazem historyczna: wszak Polska od ponad wieku nie istniała na mapie Europy jako niepodległe państwo. Istnienie własnej, rzeczywistej i operacyjnej formacji militarnej mogło stać się argumentem na drodze do odzyskania niepodległości (i to własnymi siłami, a nie tylko z nadania wielkich mocarstw). Tak powstała słynna „Błękitna Armia” (nazwa pochodzi od jasnobłękitnego munduru armii francuskiej, w który byli wyposażeni jej żołnierze), później nazywana „Armią Hallera”. Po roku w jej szeregach służyło już 20 000 żołnierzy, głównie jeńców wojennych pochodzenia polskiego, wcielonych do armii pruskiej i austriackiej oraz ochotników, polskich emigrantów z różnych krajów.


    Nowa armia, pozostająca pod rozkazami francuskiego dowództwa, miała otrzymać prawo walczenia pod polskim sztandarem. Ale dopiero w listopadzie 1918 roku jej dowództwo objął oficjalnie polski generał, Józef Haller (były organizator „Sokoła”). Tymczasem, już latem 1918 r. polskie bataliony brały udział w walkach w Szampanii, Lotaryngii i Wogezach, u boku żołnierzy francuskich. Polscy żołnierze zostali zresztą zaproszeni do udziału w paryskiej defiladzie 14 lipca 1918 r.


    Przed dowództwem nowopowstającej armii pojawił sie jednak wkrótce problem rekrutacji. Francusko-polska Misja Wojskowa, z siedzibą w jednym z gmachów Ministerstwa Wojny, Pałacu Puységur w Paryżu, kierowana przez generała Louis Archinarda, a której szefem sztabu był podpułkownik Adam Mokijewski, z trudem znajdywała ochotników do zaciągu na terenie Francji. Hekatomba która spotkała słynnych Bajończyków pozostawała nadal w pamięci Polaków przebywających we Francji. Efekty rekrutacji były mizerne: do początku października 1917 r. zgłosiło się mniej niż tysiąc ochotników (dokładnie 832), z czego połowę stanowili byli żołnierze służący w Legii Cudzoziemskiej. Stało się jasne, że dla zapełnienia obozu szkoleniowego przyszłej armii w Sillé-le-Guillaume w departamencie Sarthe (którym kierował polsko-francuski wojskowy, były legionista, kapitan Jagniątkowski), konieczna będzie rekrutacja ochotników z innych krajów, szczególnie tych, w których polska emigracja była liczna, czyli w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Brazylii.


    W Chicago już w 1914 r. Polski Komitet Ratunkowy  [1] postawił sobie za cel przygotowanie kadr wojskowych na wypadek przyszłych walk, które mogłyby się przyczynić do odzyskania niepodległości. Zresztą polscy emigranci w Ameryce od lat przygotowywali sie na taką ewentualność. Po słynnej deklaracji prezydenta W.Wilsona na temat Polski [2]  i przystąpieniu do wojny Stanów Zjednoczonych 6 kwietnia 1917r. ogólny kontekst był bardzo sprzyjający. We wrześniu przybyła do Stanów Zjednoczonych francusko-polska misja, by uzyskać od Amerykanów zgodę i wynegocjować z nimi praktyczne warunki zaciągu przyszłych żołnierzy do Błękitnej Armii. Na czele misji stał pisarz i patriota Wacław Gąsiorowski. Należeli do niej również porucznik książę Stanisław Poniatowski oraz sierżanci Mazurek, Zechiecki i Szaniawski. Towarzyszyli im w Chicago i Waszyngtonie francuscy członkowie delegacji, w tym Henry Franklin Bouillon, minister stanu w rządzie Paula Painlevégo.


    Do członków delegacji należał także Stefan Rejer [3], górnik z Roche-la-Molière koło Saint-Etienne. Urodzony w Polsce w 1867 r., w wieku 19 lat przybył pracować w Zagłębiu Ruhry w Niemczech. Jako gorący patriota i zdecydowany obrońca polskości był tam prześladowany, tropiny i ostatecznie skazany. Aby uniknąć więzienia postanowił uciec wraz z rodziną do Francji, podobnie jak wielu innych polskich górników, których z tego powodu nazywano we Francji „Westfalczykami”. Zatrudnieni przez firmę Compagnie des mines d’Anzin (której jednym z głównych udziałowców był książe Witold Kazimierz Czartoryski), osiedlili sie w gminach Barlin, Lallaing, Guesnain i Wallers na północy Francji. W przededniu I Wojny Światowej było ich tam ponad 2000, wliczając kobiety i dzieci. Chroniąc ich przed niechęcią francuskich sąsiadów (którzy postrzegali ich często jako „pruskich wrogów”) władze wraz z kierownictwem kompani węglowej zdecydowały o przewiezieniu ich do innych kopalni, położonych dalej od linii frontu, w Masywie Centralnym. W ten sposób rodziny Rejerów, Szydłowskich, Drymałów, Zimmerów, Switawskich i wielu innych znalazły się w Roche-la-Moliere (ok. 60 km od Lyonu), podczas gdy kilkadziesiąt innych rodzin trafiło jeszcze dalej na południe, do kopalnii w Cransac w departamencie Aveyron.


    W tych nowych warunkach Stefan Rejer ani myślał rezygnować z działań na rzecz języka polskiego i przyszłej niepodległości Polski. Mógł liczyć na wsparcie panny Szmidt  [4] oraz księdza Michał Piaszczyński (polskiego kapłana, który później - w 1940 r. – został zgładzony w nazistowskim obozie Sachsenhausen i którego w 1999 r. beatyfikował Jan Paweł II). Dwaj synowie Stefana Rejera, którzy zaciągnęli się w szeregi Bajończyków, zginęli w bitwach pod Arras 9 maja 1914r. Mimo tego pozostał on niezłomnym orędownikiem zaciągu polskich ochotników do armii francuskiej. Udział Stefana Rejera w misji w Stanach Zjednoczonych (byla to zapewne pierwsza oficjalna podróż polskiego górnika za Atlantyk) miał dalekosiężne konsekwencje. Jego przemówienia robiły wielkie wrażenie, tym bardziej, że był on jednym z nielicznych członków delegacji potrafiących wyrażać się w poprawnej polszczyźnie. W efekcie, 28 grudnia 1917 do portu w Bordeaux dotarł pierwszy statek z transportem polskich ochotników ze Stanów Zjednoczonych (zob. artykuł „Polscy ochotnicy lądują w Bordeaux”). Od grudnia 1917 do kwietnia 1918 ponad 20 000 młodych Polaków przepłynęło Atlantyk, by służyć w nowej Polskiej Armii i walczyć za Francję i za niepodległą Polskę.


    M.F. styczeń 2018

     

     

     

    Stefan Rejer (pierwszy od lewej w pierwszym rzędzie) przed Białym Domem w Waszyngtonie, wrzesień 1917 (źródło: https://www.forez-info.com/encyclopedie/traverses/22-de-mazowsze-a-roche-la-moliere.html

     

     

     [1] Polski Komitet Ratunkowy, założony w 1914 r., był popierany przez wybitne polskie osobistości, m.in. Ignacego Paderewskiego, Jana Smulskiego, Jana Emanuela Rozwadowskiego. Komitet ściśle współpracował z Komitetem Polskim w Vevey w Szwajcarii.
     [2] Wypowiedź Prezydenta Stanów Zjednoczonych W. Wilsona przed Senatem w dniu 22 lutego 1917 r. po spotkaniu z przedstawicielami polskiego lobby: „"zakładam,  że mężowie stanu są wszędzie zgodni co do tego, że winna istnieć zjednoczona, niepodległa i samorządna Polska".
     [3] Godna polecenia jest świetna biografia Stefana Rejera: Gabriel Garçon  Stefan Rejer (1867-1940) et la vie associative de l'émigration polonaise en Allemagne (1900-1910) puis en France (1910-1940) ; Lille, Rayonnement culturel polonais, 2011.
     [4]  Panna Szmidt była nauczycielką języka polskiego, przybyłą wraz z górnikami. W 1910 roku, po interwencjach księcia Czartoryskiego i Marii Mickiewiczówny, wnuczki Adama Mickiewicza, zainaugurowano lekcje polskiego w Lallaing na pólnocy Francji. W 1912 r. lekcje odbywały się także w innych miejscowościach gdzie pracowali polscy górnicy: w Guesnain, Arenberg i Dechy w departamencie Nord oraz w Barlin i Nœux-les-Mines w departamencie Pas-de Calais.

     

    Drukuj Drukuj Podziel się treścią: